Jak Doda ukradła Pitbulla

By 3/26/2018


Historia jest prosta. Zaczyna się od stłuczonej filiżanki kawy, ataku tacą na właściciela kawiarni i przejażdżki samochodem do wielkiej wilii. Jest stara jak świat - czyli jak gangster zakochał się w kobiecie, kobieta w gangsterze (a nie jego pieniądzach, dla odmiany) i jak potem kobieta ukradła całej reszcie gangusów i policjantów cały film. Czyli Pitbull: Ostatni pies vs. Doda.

Kiedy byłam mniejsza Pitbull kojarzył mi się z pełnym napięcia filmem kryminalnym, o wielu zwrotach akcji, świetnych strzelaninach i pamiętnych rolach. Andrzej Grabowski, Marcin Dorociński i Janusz Gajos w pierwszej części (jak i w serialu) poruszyli cały kraj, stając się wręcz legendą. Ta legenda w ostatniej części została znacznie okrojona, a w blaskach fleszy stanęła zupełnie inna osoba.

Rabczewska została nieoczekiwanie obsadzona w ostatniej części Pitbulla. Było to dziwne, bo jest w Polsce tyle dobrych aktorek, które idealnie sprawdziłyby się jako żony gangstera, a nieoczekiwanie rolę dostała Doda. Branża grzmiała: ta dogorywająca piosenkarka/ celebrytka bez doświadczenia aktorskiego ma zagrać taką wymagającą rolę? Dodatkowo, wszystko miało się zdarzyć pośród aktorów dużego kalibru - Pazury, Dorocińskiego, Stroińskiego.

Ostatecznie wypadła wśród nich zaskakująco dobrze. Odegrała rolę charakternej, wulgarnej, ale inteligentnej żony mafiosa, która po jego śmierci przejmuje twardą ręką jego interesy. Czarna wdowa wyszła Rabczewskiej tak dobrze, że momentami reszta postaci zdaje się wręcz ponura. Jeden to przestarzały Pan policjant, który jest tak schorowany i wygląda tak źle, że mam wrażenie, że za chwile kopnie w kalendarz (Stroiński), drugi to legendarny Hycel lub Despero (Dorociński), ale mimo wielkiej sławy, koleś wyszedł strasznie nijako i nie wiadomo, o co w nim chodzi.  Pewnie gdyby Dorociński nie grał tej roli, to bym go nie zauważyła. Trzeci to Junior (Woronowicz), którego aparycja świetnie komponuje się z psychopatycznymi, morderczymi czarnymi charakterami i dlatego wcale nie przeszkadzał.

Między częściami Pitbulla Vegi a częścią Pasikowskiego jest spora przepaść. Vega robi bardzo dynamiczne filmy, które cechują się szybką akcją-interakcją. Nie ma w nich miejsca na przestoje, dodatkowe wątki, bez sensowne romanse i malownicze widoczki. Dlatego też, Niebezpiecznie Kobiety nie miały za bardzo sensu, bo wychodziło się z kina skonsternowanym. Vega po prostu upchnął w nich dwa dobre filmy. U Pasikowskiego mamy wiele pobocznych wątków, które nie do końca coś do obrazu wnoszą. Reżyser starał się pokazać widzom cały ciąg przyczynowo-skutkowy, by nikt potem w recenzji nie szukał przyczyn, których nie było. Pitbull: Ostatni pies był bardzo rozciągnięty, powolny i schematyczny. Widz spodziewał się śmierci jakiegoś bohatera już 5 minut przed i byliśmy w stanie przewidzieć nadciągający happy-end.

Niestety my (i ja na czele) lubiliśmy Pitbulla zaskakującego. W którym w jednej scenie wyskakuje Stramowski z gołą klatą, nie mówiący za wiele, ale strzela do wszystkich w okół. Lubiliśmy go z Fabijańskim, który grał psychopatycznego gangstera. Natomiast nie lubimy go takiego, gdzie ganguski są ukazani tak stereotypowo, że bardziej się nie da. Latają z wyciągniętymi gnatami i uciekają w popłochu. Przy okazji pochodzą z Czeczeni, bo Polaków już wszystkich zabili albo posadzili.

Dodatkowo, większość strzelanin przypominało misje z Call of Duty 2, gdzie w opuszczonym domu zabijało się terrorystów. Wybieraliśmy odpowiednią broń i niszczyliśmy finalnie przeciwnika na trawniku. I powoli, bez pośpiechu, bo koleszka na pewno nam nie ucieknie.

Nie oznacza to wszystko, że film nie jest wart zobaczenia, ale może na kanapie i do chipsów, niż w kinie i do popcornu. Wiecie, w końcu dobro wygrywa ze złem, a Doda za kradzież Pitbulla, trafia za kratki.

Ocena: warto, ale w domu

Źródło zdjęcia: gazetakrakowska.pl

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze