Zabójca Gianniego Versace

By 3/29/2018
















Na drugi sezon serialu American Crime Story czekaliśmy ponad rok z zapartym tchem. Gdy świat usłyszał o jakim zabójstwie będzie obraz, poruszeni nie tylko zostali fani poprzedniej serii, ale także cały świat mody. Zabójstwo Gianniego Versace było jednym z najgłośniejszych morderstw końcówki XX wieku. Projektant został zabity przed własnym domem w Miami Beach przez seryjnego mordercę. I nie był to przypadek.

Gianni Versace nie był tylko jednym z najbardziej popularnych projektantów mody XX wieku. To on ubierał największe gwiazdy popu, rozsławił wiele modelek, dał nowe życie przepychowi, który wcześniej kojarzony był z tandetą. Był wizjonerem, ale także gejem uwielbiającym szlajać się po klubach. Tam też poznał swojego przyszłego zabójcę - Andrew Cunnanana.

Serial stał się bardzo popularny zanim jeszcze odbyła się jego premiera. Wszystko przez to, że twórcy zadbali o dobry PR, który trochę nas okłamał. Przez większość czasu mieliśmy wrażenie, że będzie on o Giannim, Donatelli i tym, jak doszło do tego, że został on zabity przed własnym domem. Na to pytanie odpowiedzieliśmy sobie już w pierwszych minutach pierwszego odcinka i zastanawialiśmy się - co dalej? Po prostu twórcy zapomnieli dodać, że głównym bohaterem nie będzie Gianni ani moda, tylko seryjny zabójca, który był iście ciekawą postacią.

Andrew Cunnanan, bo o nim mowa, był młodym chłopcem i chyba tylko brak wiary we własny siły sprawił, że zaczął zajmować się prostytucją. Mieszkał i zabawiał się z wieloma bogatymi Panami. Był świetnym bajkopisarzem - w rożnych odcinkach widać, jak każdemu opowiada o sobie zupełnie inną historię. W jednej jest artystą, w drugiej malarzem, a w innych pisarzem, projektantem mody, finansistą i tak dalej. Nie ma historii, której Andrew nie umiał by dobrze zmyślić. Dla niego natomiast to wszystko wydaje się prawdą. Serial dokładnie pokazuje nam cały portret psychologiczny bohatera i to, dlaczego naprawdę (lub nie) postanowił zabić wszystkie swojego 4 ofiary. Natomiast to na punkcie Gianniego miał obsesję przez pół swojego życia.

Wiem, że wielu fanów jest teraz bardzo zawiedzionych. Miał być to serial o Versace, w rolach głównych on i Donatella, a jednak nie. Oczywiście wielkie brawa dla Penelope Cruz za kreacje postaci. Najtrudniej przecież zagrać osoby, które żyją, by te się nie obraziły. Mimo obecności Penelope, okazało się, że cały show skradł Darren Cris, który był tak dobry, że to dla niego oglądałam ten pokręcony serial. Wczuł się totalnie w rolę obsesyjnego, nienawidzącego siebie Andrew. Miałam wrażenie momentami, że to autentycznie ten typ. W oczach pustka, a na twarzy uśmiech od ucha do ucha. Zgadzam się też z tym, że jeśli Cris nie dostanie za tę rolę przynajmniej Grammy, dużo osób w branży może się obrazić. A jak nie krytyków, to fanów na pewno, ze mną na czele. To tylko jeden plus, bo wielki minus muszę przyznać za zaburzoną linię czasu. W pewnym momencie już nie wiesz co się dzieje po kolei i jak to jedno wpłynęło na to drugie. Wole jednak uporządkowane ciągi zdarzeń, wtedy jednoznacznie wiadomo o co chodzi.

Jeśli chcieliście zobaczyć serial o Giannim - to trafiliście pod zły adres. Ukazuje on na pewno dużo z ostatnich lat życia projektanta, ale wszystko pocięte i nie składające się w jedną całość. Bo mimo wielu nawiązań do świata mody, blichtru, który otaczał Gianniego, to nie ma go tam za wiele. Ten serial tak naprawdę wcale nie jest o nim, tylko o jego zabójcy. Jego złożonej osobowości, pobudkach, marzeniach, rozczarowaniach i tęsknotach. Macie gwarancję (ode mnie), że zostało to świetnie ukazane i przynajmniej to warto zobaczyć.

Ocena: WARTO, tylko dla Crisa!

Źródło zdjęcia: telemagazyn.pl

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze