5 filmów Netflixa, po których będziesz rzygać tęczą

By 4/09/2018
















Tutaj możecie być szczerzy, lubicie komedie romantyczne! To tak samo jak ja. Mam zły dzień i gdy już skończą się wszystkie części Iron Mana, wracam do starych komedii romantycznych. "Jak stracić chłopaka w 10 dni", "Love Rosie" czy "Miłość i inne komplikacje". Nie uwierzycie, ale ciągle wracam do durnego filmu z Katherine Heigl "Och, życie" i rozczulam się nad końcówką za każdym razem. O co chodzi w komediach romantycznych? Dają nam nadzieje, ale o tym dużo nie będę pisała, bo dla każdego jest to inny rodzaj nadziei. Nie muszą być prawdziwe, ani pokazywać rzeczy, takie jakie są naprawdę, tylko muszą być słodkie. Jeśli więc, chcecie się porzygać czasami tęczą na Netflixie, to musicie obejrzeć tych 5 pozycji, koniecznie.

1. Nowość

Aplikację randkowe. Powinnam już dawno napisać książkę o tym, ale najpierw dam szanse filmom. "Nowość" to ciekawy przypadek pary, która poznaje się na aplikacji, chce się spotkać na seks, ale zostaje ze sobą na dłużej. Po jakimś czasie napotykają różne problemy, które wynikają z tego, że chcą by ich życie było ekscytujące, za każdym razem. Chcą spotykać ludzi w barze, kochać się na środku plaży, kupować jachty i za każdym razem się zakochiwać. Ale jak już się zakochali w sobie, wydało im się to niemożliwe. Po otwarciu związku, nic już nie było takie samo. Ten film był wyjątkowo wciągający. Przy okazji takich historii zawsze związuje się z parą bohaterów. Jednego lubię bardziej, drugiego mniej. Patrze, czy ja też bym się związała z takim chłopakiem. Oceniam, chociaż nie powinnam, bo ekspert ze mnie żaden.

2. SPF-18

Tajemniczo na Netflixie napisali, że to dramat romantyczny. Nie powiedziałabym. Grupa znajomych wyjeżdża do domku na plaży. Jest wśród nich pewna para, która bardzo jest w sobie zakochana. Nagle spotykają tam tajemniczego muzyka, który dostaje mandat za spanie na plaży. Przygarniają go, a ten wyrywa gospodarzowi dziewczynę. W ciągu paru dni okazuje się, że ich dotychczasowe życie zostaje wywrócone do góry nogami. Nic już nie jest takie samo, jak było, gdy wchodzili do tego domu. Przypuszczam, że drinki także smakują inaczej, a powietrze pachnie bazylią. Trochę się wynudziłam, bo historia została rozciągnięta na maksa. Przypominała hipisowską opowieść o dzieciach kwiatów, które przy ognisku śpiewają pieśni pochwalne.

3. Po prostu być

Gdyby to był ranking, on by się znalazł na ostatnim miejscu. Jeśli macie młodsze rodzeństwo, dajcie im to do obejrzenia, na pewno będą zachwyceni. Jeśli jednak nie macie, może lepiej zostawić ten tytuł w świętym spokoju? Myślę, że Justin Bieber jest zaszczycony, że jego życie inspiruje tysiące scenarzystów na całym świecie. Film "Po prostu być" opowiada historie młodego muzyka, który w wieku 17 lat jest międzynarodową gwiazdą popu. Jak się możecie domyślić, nie ma swojego życia. Jego agenci chcą by wracał do byłej dziewczyny, która też jest gwiazdą. Przynajmniej na pokaz. Między jednym, a drugim koncertem wymyka się z busa i spotyka dziewczynę. Ona nie wie kim on jest (dziwne), a on jest tym zachwycony (jeszcze dziwniejsze). Zdziwię was, gdy powiem, że spędzają ze sobą parę dni i się w sobie zakochują? Na pewno nie. Dosłownie, porzygałam się tęczą.

4. #realityhigh

To jest najprostsza, amerykańska historia. Nastolatki w liceum, miłość i walka na mediach społecznościowych. Kiedyś było to dla mnie straszne, że życie istnieje tu i tam, ale teraz to chleb powszedni. Jeśli nie ma Cie w social mediach, możesz równie dobrze nie istnieć. Bohaterka tego filmu przekonała się o tym boleśnie. Ale najpierw było słodko - poznała chłopaka, w którym się zakochała. On jest gwiazdą szkoły, chodził z najpopularniejszą z lasek, która dziwnym trafem jest bardzo popularną blogerko-youtuberką. Wiecie, o co mniej więcej chodzi. Gdy dziewczyna chce się zemścić na nowej sympatii swojego byłego, sprawy wymykają się spod kontroli. W tym filmie, dramaty przybierają wiele form, a różnym interpretacjom nie ma końca. Oczywiście, wszystko dobrze się kończy, ale czego się tutaj innego spodziewać?

5. Udanej rocznicy

Film jest o normalnej parze, chłopaku i dziewczynie, którzy przechodzą kryzys "3 lat". O tym kryzysie nie mówi się szeroko w mediach, ale podobno coś takiego istnieje. Dziewczyna nie jest szczęśliwa w związku, co sprawia, że chce sobie zrobić przerwe. Jak każdy taki film, jest oparty na wielu retrospekcjach. Pokazują tam, jak było im dobrze podczas pierwszego roku związku, jak się kochali, śmiali i tak dalej. Nie ma w tym filmie nic zaskakującego, przez ponad godzinę oglądamy całkiem miły dla oka obrazek. Jednak nie związujemy się z postaciami nawet na chwilę, miałam nawet wrażenie, że nie znamy tych postaci. Znamy ich związek, ale to tak jak w życiu - nie przyjaźnimy się z parą (nawet jeśli, to wyjątek potwierdza regułę), tylko z konkretną osobą. Powiem wam, że nie jestem też zaskoczona końcówką. Była dla mnie całkowicie obojętna. Nie uroniłam ani jednej łzy, jedynie westchnęłam z nudów.

Te wszystkie krótkie recenzje i tak nie zmieniają  faktu, że nadal będę sobie to robić. Tracić czas na głupie filmy w imię chwilowej przyjemności. To tak jak z czekoladą...Ups!

Źródło zdjęcia: netflix.com

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze