Brazylijska telenowela dla opornych

By 5/28/2018



Każdy z was oglądał kiedyś brazylijską telenowelę. Walkę pomiędzy rodzinami, kochankami czy to jak dwie kobiety wyrywały sobie włosy, a potem wydłubywały oczy przez faceta, który na końcu palił cygaro w wielkim, skórzanym fotelu. I niektóre z was (lub niektórzy) zęby i włosy zjedli na tych wszystkich emocjach, które towarzyszyły głównym bohaterom. Jedną z takich telenowel w Ameryce była kiedyś "Dynastia" z wieloma pamiętnymi rolami i cytatami. Niedawno postanowiono powtórzyć sukces słynnego serialu i stworzyć nową jego wersję tzw. "Dynastia" 2.0.

Luksus, przepych, wielkie domy i ogrody, mnóstwo agresywnych psów, jedwabne szlafroki, błyszczące diamenty i inne artefakty towarzyszyły rodzinie Carringtonów od pokoleń. Potentaci przemysłu naftowego przeżywają swoje wzloty i upadki na szklanym ekranie podczas 9 sezonów w latach 80 XX w. W końcu tak bogatej rodzinie zdarzają się same niesamowite i nieprawdopodobne rzeczy na świecie. Wszyscy chcą się nawzajem pozabijać albo pokochać. Każdy kocha każdego, w zależności od sezonu oczywiście. Zanim się obejrzysz, cały świat zmienia się o 180 stopni.

Przeszło 30 lat temu ten serial był ikoną. I nie tylko przez niesamowitą grę aktorską, ale także fabułę. Może chwilami pretendował do chamskich telenowel brazylijskich, ale chyba nie przekroczył tej niesmacznej granicy. Do dzisiaj będę pamiętać rolę Joan Collins (Alexis Carrington), która ubrana w najlepsze kreacje Givenchy chciała mordować swoją synową, a w drugiej scenie chciała otruć swojego męża. Do dzisiaj wiele memów krąży po internecie z jej złotymi myślami. Nie można było się jej oprzeć.

W sequelu serialu twórcy postanowili trochę zmienić role bohaterów. W tej "Dynastii" Blake Carrington (Grant Show) - potentat naftowy i elektryczny bierze za żonę Cristal (Natalie Kelly), swoją PR menadżerkę i robi ją COO firmy. Okazuje się, że ona wcale się tak nie nazywa i uciekła dawno temu z Wenezueli. Jego córka - Fallon - to bardzo uparte, bezczelne i materialistyczne dziewcze. Oczywiście nienawidzi swojej nowej macochy i lubi wyrywać jej włosy. Steven - syn Blake'a - jest gejem, byłym narkomanem i całkiem inteligentnym kolesiem. Jeff Colby - to bogaty dzieciak, który dorobił się na aplikacjach - przy okazji lata za Fallon, nie bez powodu. Do tego dołożono - Culhane'a - kierowce Carringtonów, z okazjonalnym, a potem poważnym romansem z Fallon oraz Sama - siostrzeńca Cristal, który uciekł od matki i przyjechał do bogatej ciotki. W trakcie serialu ukazuje się także Alexis Carrington - szczerze znienawidzona matka dzieci Blake'a. Biorąc pod uwagę stary serial, w którym to Alexis była drugą żoną, Krystal pierwszą, a Colby był miłością życia połowy kobiet znajdujących się w życiu Blake'a, to twórcy trochę namieszali. Jednak sprawili tym, że połączenia pomiędzy bohaterami są naturalne i się nie krzyżują, przynajmniej na razie.

Obsada serialu nie robi jakiegoś niesamowitego wrażenia. Mamy w niej samych serialowych aktorów m.in - Nicolette Sheridan - znaną z "Gotowych na Wszystko", przepiękną Nathalie Kelly (Cristal) dryfującą gdzieś w "Szybkich i Wściekły" oraz wschodząca gwiazdę Elisabeth Gillies - która na mnie zrobiła największe wrażenie. Rolę Fallon zagrała po mistrzowsku, sprawiając, że widz kocha ją i jednocześnie nienawidzi. Bo nie wie czy ma serce z kamienia, mózg z bibuły, czy może wszystko tak naprawdę na miejscu.

Ewidentną zaletą powtórki z rozrywki jest to, że zamiast tasiemca i okropnej telenoweli mamy serial, który jest z jednej strony - dramatem kryminalnym, który całkiem wciąga. Akcja zmienia się z odcinka na odcinek, przerzucając za każdym razem nienawiść na inną postać, aż w końcu wybucha. I to akurat nic dziwnego, bo w takich serialach najczęściej fabuła jest bardzo szybka i nie pozostawia czasu dla widza by oswoić się z jakąś sytuacją. Z drugiej mamy istną popisuwę byłych twórców "Plotkary" w zakresie tworzenia wielorakich wątków miłosnych. Ale dzięki temu serial ogląda się tak samo jak pije prosecco do kolacji - przyjemnie. 

Nie twierdzę, że to jest wybitne dzieło. Poprawiłam bym parę szczegółów - temperament Fallon, który jest chwilami za mocny, Blake powinien grać z uczuciem, a nie z miną "nie chce mi się, może cięcie?", a romanse mogłyby kończyć się fajerwerkami, bo na razie smutek i zgrzytanie zębów. Jednak serial zasługuje na pochwałę za super scenografię i kostiumy, które w końcu dorównały wspomnianej wyżej "Plotkarze". Wszyscy są tam mistrzami w łączeniu Chanel z Givenchy, ale logotypy pojawiają się z rzadka, co bardzo szanuje. Dodatkowo trzyma w napięciu, ale nie powoduje wylewu łez - tak jak w przypadku każdej telenoweli brazylijskiej. Twórcy nie chcieli ugrać czegoś przez emocje widza, ale przez jego chęć śledzenia dalej losu bohaterów. I muszę przyznać, że im się to udało. Dla każdego hejtera telenowel oraz dla byłych fanów "Plotkary" nada się on jak ulał.

OCENA: warto, ale w wolnej chwili

Źródło zdjęcia: antonia.it

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze