Dlaczego zasnęłam na Deadpool 2?

By 5/21/2018



Koleś, który stał się klasyką kina w dwa lata! W 2016 roku rozwalił światowe Box Office i pobił wszelkie rekordy. A dzisiaj? Ocena na Filmwebie: 8,2, a ja dałam 5, a na seansie... zasnęłam. Może to było zmęczenie, może pogoda, zły biomet albo.. ten film był po prostu nudny?

Prawdopodobnie padłam po pierwszych 15 minutach. Po tym jak jego dziewczyna umiera i on postanawia rozwalić się na drobne kawałeczki. Wyglądało to całkiem spektakularnie. Potem pamiętam jak próbowałam walczyć ze swoją głową, która bezwiednie opadała na ramie pustego fotela obok. Otwierałam i zamykałam oczy na przemian jak jakaś debilka. Pan dwa siedzenia dalej musiał mieć ze mnie niezły ubaw, albo był tak przejęty filmem, że nawet nie zauważył jak bujam się niczym dziecko niczyje.

Przebudziłam się nagle na scenie, w której wprowadzili postacie X-menów i sobie pomyślałam, że wyglądają żałośnie. Jeśli Marvel planuje z nimi zrobić finalnie to co zrobił w Deadpoolu, to jestem przerażona. X-menów czeka totalna makabra. Bo czym są metalowy koleś, laska o różowych włosach i jakaś Japonka? Serio Marvel? Stać Cię na tylko tyle? Nie takich X-menów pamiętamy i nie takich chcemy oglądać. Coś się komuś tam nad tym scenariuszem grubo pomyliło.

Następnie pamiętam walkę z Cable, ale to tak bardzo na wyrywki, bo jakby ktoś się mnie zapytał co to za koleś, to nie mam pojęcia. Pochodzi z przyszłości, przyjechał kogoś chyba uratować? Jak już finalnie postanowiłam się obudzić, to walczyli o jakiegoś gówniarza, co ział ogniem, ramie w ramie. Nagle się kochali i rzucali sobie na ratunek. A to już Marvel nie potrafi stworzyć prawdziwych złoczyńców, tylko daje nam jakieś pół-środki? Już nie wspomnę o udawanej śmierci, która finalnie została cofnięta. To wypadło na poziomie "Strasznego filmu" i wszystkich tego typu beznadziejnych, amerykańskich komedii, co mnie najbardziej zaskoczyło. Gdzie mądry, przemyślany żart? Ktoś pisał tę fabułę na kolanie, że zapomniał jak się sam Deadpool nazywa?

Na pierwszej części płakałam ze śmiechu. NON STOP, cały film. Nic nie było na siłę, a Ryan Reynolds był naturalny. Byliśmy w filmie, a nie w rzeczywistości. A w dwójce? Żarty suche, ciągle w temacie fiutów, seksu, gejów i tak dalej. Najczęściej dogadywane i sytuacyjne, bo Deadpool ogólnie się nie zamyka, do każdej sytuacji i każdego tekstu musi dodać swoje 3 grosze. Żartowano również z świata poza filmem (czyli naszego) i to było strasznie słabe. Wszystko zdawało się być totalnie na siłe, zrobione na odwal. Wyglądało to też tak, jak kiczowaty film klasy B z efektami specjalnymi klasy AA+. Ale krytycy zachwyceni, fora opływają się w słowach: zajebisty, wciągający, lepszy od pierwszej części, dali radę i tym podobne. A ja chyba jestem w takim razie jakaś nienormalna.

Albo po prostu mam spaczone poczucie humoru, kij w tyłku tak głęboko, że nie znam się na żartach i wzięłam wszystko totalnie na serio. A ten film jest przecież zaprzeczeniem wszystkich ekranizacji komiksów o superbohaterach. Bo Ryan jest brzydki jak cholera, nie trzyma się żadnych zasad, strasznie dużo przeklina i jest debilem. Szkoda tylko, że napisał sobie sam bardzo głupi scenariusz, dobrał dziwnych kolegów i sprawił, że cały czar, którym posiadał film, przynajmniej u mnie w głowie, prysł.

Marvel, komu pozwoliłeś to zrobić? Dlaczego?

A tak serio, to może pójdę jeszcze raz na to, bo moje odczucia są bardzo dziwne.

OCENA: Nie warto, lepiej pójść spać

Źródło zdjęcia: theverge.com

Mogą Ci się spodobać

1 komentarze