13 powodów i pogrzeb: ciąg dalszy

By 6/04/2018



W tamtym roku, mniej więcej o podobnej porze, siedziałam pewnego kacowego dnia oglądając serial "13 powodów dlaczego". I byłam zachwycona w jak dobry sposób twórcy opowiedzieli historie dzieci, które są dręczone w szkole. Bo one nie dotyczą tylko Hannah Baker, ale także nas wszystkich. Mówiąc nas, mam na myślę mnie i Ciebie - osoby, które wytykano palcami na forum klasy i nazywano głupkami. Ale to akurat lajtowa wersja. Pierwszy sezon zostawił nas ze sporym niesmakiem i przemyśleniami, jak i długą dyskusją na temat molestowania. Natomiast drugi sezon po postanowił się speuntować, a na to właśnie czekaliśmy.

Gdy wypuszczono serial myślę, że nikt nie podejrzewał, że urośnie on do rangi edukatora tłumów. Miał przecież tylko za zadanie pokazać nam, jaki wielki problem Amerykanie mają w szkoła z dręczycielstwem. I że to nie jest tylko pokazywane w filmach, to wszystko prawda. Przy okazji uruchomił on wiele dyskusji - o molestowaniu, wykorzystywaniu kobiet oraz gwałtach. Mam taką małą teorie, że on też się trochę przyczynił do głośniejszych rozmów nt. sytuacji kobiet w branży filmowej jak i innych miejscach pracy. Serial był na tyle wstrząsający, że poruszył twórców wielu blogów, którzy opowiadali na ich łamach o swoich przeżyciach ze szkoły. Najbardziej on dotknął właśnie te osoby, które dręczenie przeżyli na własnej skórze i mimo wielu nieprzyjemnych chwili, dali radę. 

Pod względem technicznym - pierwszy sezon to było coś. Fabuła zbudowana o 13 kaset, które nagle wybuchają wszystkim bohaterom w twarz. Hannah opowiada na nich swoją historię praktycznie zza grobu, niby obwiniając o swoją śmierć wszystkich znajdujących się na kasetach ludzi. Ona po prostu wskazała ich palcem, prawie robiąc z nich morderców. Przy okazji trzyma tak w napięciu, że masz wrażenie, że za chwile wybuchniesz. Chcesz wiedzieć co dalej po każdym, prawie godzinnym odcinku. Prawie płaczesz gdy okazuje się, że oni odjechali samochodem w stronę słońca i pozostawili po sobie wiele znaków zapytania. Bo bohaterom wcale nie towarzyszy ulga, tylko jeszcze większy gniew. Nie tylko są wściekli na Hannah, że zostawiła ich z takim brzemieniem, ale także na siebie. Nie potrafią ani jej ani sobie wybaczyć. 

W drugim sezonie obserwujemy tok wydarzeń parę miesięcy po jej śmierci jak i w trakcie procesu jej rodziców przeciwko szkole Liberty. W ciągu kolejnych 13 odcinków rozłożono te tragedie na tak małe cząsteczki, wręcz atomy, że przez pierwsze dwie godziny zdarzało mi się parę razy ziewnąć. Najpierw rozmawiano o jej przyczynach, potem skutkach. Każdy powód miał innego adresata, który za każdym razem był wskazywany. Pokazywano sytuacje z dużo większym zbliżeniem, wieloma szczegółami oraz odkrywano przed widzami fakty, o których nie mieliśmy wcześniej bladego pojęcia. Łączono i rozdzielano pary. O dziwo - wybaczano.  Ten sezon był wypełniony po brzegi emocjami - nie tylko związanymi z tragedią, ale także takimi, których byśmy się nie spodziewali.

Do tego w każdym calu został kapitalnie zrealizowany, na co składa się wspaniale dobrana ścieżka dźwiękowa. Miód dla mych uszu.

Serial stał się narzędziem do pokazywania istotnych problemów społecznych dzisiejszej młodzieży. Punktuje każdą sytuacje i pokazuje jej rozwiązanie. Możemy też zobaczyć, co siedzi w głowie nastolatkom, a czego dorośli nigdy nie zrozumieją. Jest świetnym nośnikiem bardzo cennych informacji nie tylko dla rodziców takich dzieci, ale także dla ich samych. Uczy ich w bardzo trudny sposób - poznawczy. Czuje, że stanie on się tym narzędziem na stałe. Jednak historia Hanny Baker już temu nie posłuży, bo ją już spuentowano - 11 powodów to czasami za mało. Ale polubieni przez nas bohaterowie będą dalej przekazywać jakieś mądrości - co tym razem? Zobaczymy za rok. 

Ocena: WARTO
Źródło zdjęcia: hollywoodlife.com

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze