Szanując Pabla, bojąc się Escobara

By 6/25/2018



Mam wrażenie, że każdy facet  przegrywa taką rozgrywkę, w której zdobycie głównej nagrody, zależy od utraty ego. I gdy dochodzi do decydującego starcia, kiedy trzeba na chwile podkulić ogon i się ugiąć by osiągnąć konkretny cel, ale na koszt ego, faceci będą walczyli po trupach, byleby tego ego nie utracić. Więc gdy oglądam historie Pabla Escobara w filmie "Kochając Pabla, nienawidząc Escobara", przed oczami widzę jak ta historia mogłaby się potoczyć, gdyby ktoś nie kochał bardziej swojego ego, niż swojego życia. 

"Jeśli Cię nie szanują, niech się Ciebie boją" to ostatnie słowa, jakie wypowiada do swojego syna Pablo. I ma to jakiś sens, przyznaje. Budowanie autorytetu wśród wielu zakochanych w sobie mężczyzn w Kolumbii to nie lada wyzwanie. Trzeba być twardym, bezwzględnym, a jednocześnie sprawiedliwym. Jeden błąd i Ci wszyscy goście mogą się skrzyknąć i po prostu... Cie zabić. Takie były czasy. Natomiast Pablo w swojej wielkiej radzie, mówił o tym, że jeśli ktoś nie okaże Ci szacunku, niech przynajmniej czuje strach na sam dźwięk twojego imienia. On w swojej historii zbyt dosłownie potraktował to zdanie. Nie był mądrym władcą, ale porywczym. Nie był też sprawiedliwym, bo już potem umiał wydawać tylko jeden wyrok. Ale od początku. 

"Kochając Pabla, nienawidząc Escobara" to historia, oczywiście - Pabla Escobara (Javier Barden), króla przemytu narkotykowego w Kolumbii końcówki XX wieku. Koleś stworzył bardzo duży i bardzo skomplikowany organizm, który produkował kokainę w Kolumbii, ale wywoził ją do USA. Historia ta jest opowiadana przez jego kochankę, kolumbijską prezenterkę telewizyjną - Viriginię Vallejo (Penelope Cruz). I zaczyna się ona pięknie - bogactwem, szacunkiem i tonami białego proszku. Pablo był najbardziej szanowanym człowiekiem Ameryki Południowej tamtych czasów - uważany za prawego, sprawiedliwego króla, który jednocześnie potrafił swoje nieczysto zarobione pieniądze wydać na czyste cele. Budował domy dla ubogich w Bogocie, wspomagał fundacje i tym podobne. Zwrócił tym na siebie uwagę mediów, które uważały go za kolumbijskiego Robin Hooda. I w ten właśnie sposób poznał Virginię, która tak zachłysnęła się aurą, która otaczała Pablo, że wpadła jak śliwka w kompot w cały ten świat. Od podszewki poznawała sekrety kokainowego króla, którego interesy miały się co raz lepiej z dnia na dzień, aż w końcu rząd USA postanowił to ukrócić i podpisać z rządem Kolumbii ustawę o ekstradycji. Ci, którzy będą produkowali kokainę w Kolumbii, a wywozili ją w Stanów, będą tam sądzeni i osadzani. Pablo był wściekły, bo to oznaczało, że jeśli kiedykolwiek go złapią, skażą go na dużo więcej lat i to w dużo gorszych warunkach. A przede wszystkim - nigdy nie zobaczy już rodziny. 

Pablo, mimo że zdawał się być bardzo mądrym i sprawiedliwym królem, dawał się ponosić emocjom. A to jest największa wada każdego władcy. Nie można było go obrazić. Palec pod budkę, kto wie ile osób straciło życie, w tym samym momencie w którym okazało brak szacunku Escobarowi. I wtedy, gdy morderstwa się zaczęły, wszyscy - fakt - zamiast go szanować, zaczęli się go poważnie obawiać. To był początek wojny, która ciągnęła się latami. Wojny, która zabiła setki. Pablo nie tylko przez swoje wybujałe ego i chęć jego ciągłego łechtania zniszczył życie Virginii, ale także wszystkim w okół. 

Historia jest fascynująca. Pokazuje, jak niektórzy faceci są zakochani w sobie i nie są w stanie na chwilę zostawić ego i dumy za zamkniętymi drzwiami. Gdy raz ich się obrazi, to oni będą walczyć tylko o szacunek, którego nie da się zdobyć w dwie sekundy. Myślą, że wygrają, że odzyskają sprawiedliwy autorytet, ale wtedy okazuje się, że jest już za późno. Muszą z gołą dupą, z gnatem w ręce biec przez kolumbijską dżunglę. 

Film Fernanda Leona de Aranoa jest przecudnym widowiskiem. Fabuła jest prowadzona jasno, trzyma cały czas widza w napięciu. Kreacja każdej postaci jest wykonana w niesamowity i charakterystyczny dla Bardena i Cruz sposób. Hollywoodzka para robi to najlepiej w branży - przekształca się i dostosowuje do różnych ról, zawsze najbardziej realistycznie jak się da. Doczepiają sobie brzuchy, nakładają soczewki. Wgryzają się w rolę tak szczegółowo, że widz poznaje dokładnie daną osobę. Chociaż dla Cruz jest to rola stworzona i ulubiona - silna, niezależna kobieta, która trafiła w złe miejsce, o złym czasie. Barden uwielbia się zmieniać, stawać się tą konkretną osobą. Uczyć się konkretnego chodu, tonu głosu i zapuszczać sobie latynoskie wąsy. Jest w tym jednym z najlepszych w branży. Fakt, że oni są gwiazdami tylko i wyłącznie hiszpańsko języcznych filmów oraz odgrywają tylko role z hiszpańskimi akcentami, nie powinno ich powstrzymać kiedykolwiek przed zdobyciem Oskara. Za ten film powinni. Dawno nie widziałam tak dobrej, jasnej i dobrze wykonanej biografii. Emocje po prostu przenikały ekran. Widziałam jak jedna połowa sali, zamiast wpieprzać popcorn wpatrzona jest w brzydkiego Bardena, który krok po kroku wybijał pół populacji męskiej w Kolumbii. I jak druga połowa słucha opowieści Cruz, która w najwyższych szpilkach płacze i krzyczy, gdy dwóch tajemniczych gości strzela do niej w lombardzie. Nie jest to żaden artystyczny wywód, ani pełen metafor i symboli obraz, to ukazane zostało samo życie - takie jakie było wtedy dla Virginii i dla Pabla. Chociaż już potem został tylko Escobar, Pablo utopił się we własnym, przebrzmiałym ego.

OCENA: wszystkie ręce na pokładzie - na to warto wydać każdą złotówkę, 10/10!

Źródło zdjęcia: signoresidiventa.com

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze