Escobar vs. Escobar

By 7/16/2018

Wiem, że bez tego porównania wasz poniedziałek nie będzie taki sam. Jest ono tak samo potrzebne jak Coca-cola w Afryce Południowej i tak samo słuszne jak kolejna część "Orange is the New black". Zresztą, kto porównuje film z serialem? Tylko ja. Brawa dla mnie.

Zrobię to najbardziej bezboleśnie jak potrafię, bo wiem, że wy za chwile zaśniecie na tym tekście, jak ja prawie przy pisaniu go. I nie, to nie wina pogody, która jest listopadowa. To wina tematu. Ale skoro wyznaje zasadę: jak już coś robisz to rób to dobrze albo nie rób tego wcale, to się postaram. Bardzo postaram.

Obejrzeliście film i serial o Escobarze? Super, bo ja też. Jestem w sumie zachwycona i zaintrygowana. Nie rozumiem czemu nie opowiadano tej historii wcześniej? Może dlatego, że obnaża ona szerokie niekompetencje władz nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale przede wszystkim Kolumbii. Pokazano jak bardzo były one zachwycone pieniędzmi Escobara i to, że gdy je masz, nic Cie nie może powstrzymać. Każdego da się kupić. Czy to za cenę nowego samochodu, czy za cenę własnej rodziny. Ale sobie tak tłumaczę - przecież to był jeden człowiek, który w ostatecznym rozrachunku nie znaczył nic. Ale potrafił zabić wielu ludzi i ani chwili się przy tym nie wahać. A jednak wiele osób, do dziś dnia uważa go za bohatera. Nie dziwne. Jeśli byłabym bardzo biedna, a ktoś za nic dawał mi pieniądze, też bym go czciła. Oto 5 różnic, które pochłonął wasze mózgi podczas oglądania serialu i filmu o Escobarze. Oczywiście, jedno i drugie zostało zrobione fenomenalnie. Nawet serial lepiej niż film, ale cóż, przewaga i wada dłuższej formy.


1. Rola Virgini Valejo w serialu została zminimalizowana do cna. W sumie nie wiem dlaczego. Zmieniono jej imię i w sumie całe znaczenie w historii. Jak tak czytałam, była ona dosyć kluczową postacią, bo w końcu Escobar spędził z nią lata i lata ją kontrolował. No i w serialu została zabita, co nie jest prawdą, bo z tego co wiem trzyma się świetnie do dziś dnia. Nawet książkę była w stanie napisać. To nie może być aż tak martwa.. Film dzięki rozwiniętej postaci Virginii ukazuje trochę inne okoliczności. To ona miała wsypać i pogrążyć Escobara zdradzając jego piętę achillesową. To ona powiedziała na co ma zwrócić uwagę Murphy, żeby go w końcu dopaść. Jest nawet taka scena w której Penelope stoi przy oknie, czekając na ostateczny strzał. Serial odebrał jej kluczową role w życiu Escobara, a wręcz zabrał jej jakąkolwiek godność. Tam była lalką do ruchania. A nawet po prostu nieludzką, bez uczuć i bez sensowną postacią. Ale fakt - zostałam uprzedzona. Niektóre imiona i nazwiska zostały zmienione na cele fabuły. Fair enough.

2. Sposób kreacji postaci Escobara. Javier Barden gra Pabla w sposób przerażający. Ten człowiek jest gruby, obleśny i jest bezwzględnym mordercą. W ciągu godziny przestajemy go lubić i nie dostrzegamy w nim żadnej zalety. Zabijał ludzi, zdradzał żonę a potem nie pomógł kochance. Praktycznie wszystkich swoich bliskich wysłał na pewną śmierć przez swoje czyny. Już nie wspomnę o wszystkich jego współpracownikach, którzy zginęli w trakcie wojny domowej w Kolumbii. Istny potwór. Natomiast Wagner Moura tchnął życie w biednego Pabla. Nadal jest on gruby i na końcu, obleśny, ale ma uczucia. Ponad wszystko kocha żonę, dzieci i szanuje ludzi, którzy szanują jego. Pokazuje swoją prawdziwą twarz w trakcie ucieczki i w momencie, gdy zostaje praktycznie sam i nie ma już wyjścia. Wiele scen w serialu ukazuje to, że Pablo nie był taką tragiczną postacią. On chciał za wszelką cenę być ze swoją rodziną. Natknęłam się przy błądzeniu w internecie na taki wywiad z jego synem, w którym pada, że Escobar może był mordercą, ale był także najlepszym ojcem na świecie. I to w tym serialu widać. 

3. Język. Uwielbiam seriale i filmy, które na żywca oddają sytuację. Wprowadzają nas w konkretny świat. Nigdy nie zapomnę, jak któryś z seriali przedstawiający XVII-wieczną Francję był cały po angielsku. Oni gardzili angielskim, tak samo jak Pablo nim gardził. Nie kojarzę informacji, w której mam jasno sprecyzowane, że on mówił po angielsku. W filmie to strasznie przeszkadza, w serialu jest autentyczne. A ja uwielbiam autentyczne historie. Trzymanie się szczegółów. Bieg za nawet najmniejszym słowem. Dlatego film wydaje mi się przerysowany i naciągany przy tak dużej wiarygodności serialu, akurat w tym aspekcie. Małe, ale cieszy. Muchos gracias!

4. Napięcie. Narastało i opadało różnie. Jak w prawdziwym filmie i serialu akcji. W filmie jesteśmy często zaskakiwani. A tu biegnącymi latami, a tu nagłymi zwrotami akcji. Nagle Pablo zostaje sam, w mieszkaniu z jednym ze swoich ochroniarzy. Obiera jabłko. Czeka na śmierć. Serial, momentami jest przynudnawy. Poświęcono dużo czasu na wyjaśnienie całego zaplecza historii. Na przykład - pierwszy i drugi odcinek. Mi się ciągnął w nieskończoność, a czasami miałam ochotę już sobie odpuścić oglądanie dalej. Wiem, że widz musi znać całą historię, ze wszystkimi jej odnogami, ale czy na pewno musimy wiedzieć jak się nazywali wszyscy księgowi Pabla i sposoby przemytu kokainy do Stanów? Przecież można było sobie to spisać i dostosować do rodzimego rynku, gdyby ktoś na to kiedykolwiek wpadł. 

5. Mijanie się z historią/ zgodność z historią. Każdy - serial i film -  miały to w sobie. Gdy jedno się zgadzało, drugie się mijało i na odwrót. Serial starał się być przesadnie wiarygodny. Pokazywanie autentycznych zdjęć czy nagrań to świetny zabieg i w biograficznych obrazach sprawdza się jak nic innego. Nie lubię odtwarzania albo wklejana ciała aktora do autentycznego nagrania. Idiotyczne to jest. Ale były momeny w filmie i serialu, gdzie łapałeś się za głowę bo wcale tak nie było. I może się powtarzam, ale strasznie mnie to drażni, gdziekolwiek. 

Z "Narcos" pewnie wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że twórcy wykorzystali swoje pięć minut i nie wiadomo dlaczego zrobili 3 sezon. Wiem, że powstał z takiego samego powodu, dla którego Escobar postanowił poświęcić całe swoje życie kokainie, ale jednak. Tak jak "Gra o tron" powinniście odejść z twarzą, wiedząc, że zrobiliście serial doskonały, prawie, w każdym calu. Ja była przez większość czasu zachwycona. A film? Gdyby nie to, że został zrobiony typowo po hollywoodzkiemu, mógłby startować do serialu, a tak, może ewentualnie za nim stanąć, oddając mu pokłony. Ja mu je oddaje, ale obiecuje, że już ostatni raz.

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze