Chodźmy razem nie robić nic

By 8/20/2018



Często i dużo mówi się o tym, by nie utracić swojego wewnętrznego dziecka. Kiedyś nie wiedziałam co to w ogóle znaczy, bo byłam jeszcze dzieckiem na zewnątrz. A gdy nim byłam, to bardzo chciałam być dorosła i dosięgać swojego "miodku" wtedy, kiedy miałam na to ochotę. Jednak, gdy to już mogłam zrobić, nie było to wcale przyjemne. Trzeba było, musiało się robić zupełnie inne rzeczy. Na nic nie robienie nie było czasu. A czasami warto, jak to ładnie pokazali twórcy nowego filmu z Kubusiem Puchatkiem w roli głównej. 

Szłam w sumie z nastawieniem takim, że ten film może zniszczyć całe moje dzieciństwo. Mógł i to w mgnieniu oka. Pisanie dalszego ciągu bardzo kultowej historii, to nie lada wyzwanie dla twórców. W końcu postać Krzysia była niczym Piotruś Pan, który nigdy nie dorasta. Zawsze ma 6 lat, tak jak ja w momencie, kiedy ostatni raz odpalałam kasety z tymi filmami. I o dziwo dzisiejszy seans nie był w stanie zniszczyć mojego dzieciństwa. Jedyne co, to zepsuł mi go dubbing, jak zwykle pokraczny.

Nowa część Kubusia Puchatka - Krzysiu, gdzie jesteś? - dzieje się 30 lat po tym, jak tytułowy bohater opuszcza Stuwiekowy Las. Nie mylić, ze Stumilowym. Idzie do szkoły, zaczyna się uczyć, poznaje żonę, płodzi córkę. Totalnie zatraca się w życiu dorosłego, dużego człowieka. Zapomina o swoich dawnych przyjaciołach, ale także o tym, że kiedyś potrafił się bawić. Teraz liczą się walizki, cięcia kosztów, cyferki, tabelki i praca. Praca, którą trzeba wykonywać po weekendach, po godzinach, tracąc kontakt z córką. A jednocześnie - nie czerpie on z życia żadnej przyjemności. A co u Kubusia? Ten ma ciągle nadzieję, że Krzyś wróci. Ale nagle gubi swoich przyjaciół i słysząc w oddali głos przyjaciela z dawnych lat, przechodzi przez magiczne drzewo. To przenosi go do Londynu, tam gdzie akurat Krzysztof, zastanawia się co ma ze sobą zrobić. 

Film jest banalny, ale dlatego, że jest dla dzieci. Poznajemy dalszy ciąg przygód przyjaciół i Krzysia. Twórcy mieli na celu pokazać nowocześniejszą wersję kultowej animacji. A mi się ta kreacja misia wcale nie podobała. Wyszedł tak, jakby go stara ciotka wyciągnęła właśnie z szafy. Każda z postaci była taka wyblakła, wybladła, wręcz brudna. Czy to są zwierzaki, które znamy i z rysunków z książki i z Disneyowskiej animacji? Nie do końca. Skoro kostiumy i dubbing upadły, to dzielnie nadrabiały dialogi i mądre powiedzonka Kubusia. Widziałam jak dzieciaki zaśmiewają się na seansie do rozpuku z głupiutkich twierdzeń misia. Jedno mi tylko nie grało - dlaczego Maleństwo nie dorosło? Dlaczego żadne z postaci nie poddało się próbie czasu? Ale wiem, zadaje pytania, jakbym nie wiedziała że to tylko bajka.

Myślę, że większość dzieci obyły by się nie znając dalszego ciągu historii Kubusia Puchatka. Ja sama pokazałabym swoim dzieciom stare filmy, bo są o wiele lepsze. W sumie, kogo interesują dorosłe problemy, skoro dzieci - mimo, że są dziećmi - mają swoje? Przesłanie z filmu było skierowane bardziej do rodziców. To do nich film mówił wręcz drukowanymi literami - nic nie robienie jest fajne! Chodźmy razem nic nie robić, bo wtedy na pewno powstanie coś! I dlatego w tym tygodniu nic nie robię, zobaczę co za coś z tego powstanie.

OCENA: jak masz dzieci, idź!

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze