OldSkul: Dziewczyna podoba do nikogo

By 9/03/2018


Jest rok 2002 - początek najbrzydszego i najdziwniejszego 10-lecia w historii popkultury. Były one potwierdzeniem tezy, że gdy ma być dobrze, najpierw musi być źle. I wtedy było źle. Kariera Jennifer Aniston i Jake'a Gyllenhaal jeszcze nie ruszyła z kopyta, ale znaleźli się we wspólnym filmie "The good girl". Dramato-romanso-komedii, która nie stała się niczym innym a dziewczyną, która jest podobna do nikogo.

Południe Stanów Zjednoczonych. Justine - kobieta po 30-stce - pracuje w supermarkecie na dziale kosmetycznym. Jej życie jest po prostu żałosne. Porzuciła wszystkie marzenia po to, by ożenić się z malarzem, który uwielbia oglądać Happy Three Friends ze swoim kumplem. Zrezygnowała ze wszystkich planów, by być sprzedawczynią w sklepie i malować stare baby. Jest klasycznym przykładem na to jak to jest się po prostu poddać. Ale pewnego dnia na jej drodze staje tajemniczy 20-latek - Holden. Typowo dramatyczna postać, o dużej wrażliwości i werterycznych zapędach sprawia, że Justine zakochuje się w chłopaku. On jednak chce mieć ją tylko dla siebie. 

"Życiowe rozterki" ukazują historię podobną do tych, które pisze samo życie. Opowiedziana bardzo powoli, minuta po minucie. Na tyle, że trochę nudzi. Kobieta uwięziona w najgorszej na świecie pracy, z najgorszymi na świecie ludźmi. Wmawia sobie, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Nie jest w stanie wymyślić rozwiązania ani na głupią pracę, ani na pustego męża. Woli siedzieć tak, bo tak jest jej wygodnie. Nie musi ponosić żadnej straty, nikogo krzywdzić, nic nie ryzykować. W końcu zmiany kosztują, a ona myśli, że jej na nie nie stać. Gdy poznaje Holdena, zaczyna zauważać, że świat może mieć jakieś barwy. Może znaleźć się w nim miejsce na drobne przyjemności, dobra rozmowę, dobry seks! To wszystko jest możliwe. Jednak Justine nie jest w stanie porzucić swojego dawnego życia, tylko po to by sprawić sobie przyjemność. To jest poza jej zasięgiem.

Zawsze wiedziałam, że Aniston jest całkiem dobrą aktorką, tylko gdzieś to ukrywa. Jej wielowymiarowa rola Justine sprawiła, ze zobaczyłam w końcu to na ekranie. Z jednej strony zagrała ofiarę stworzonej przez siebie rzeczywistości. A z drugiej strony - mądrą kobietę. Tylko dlaczego ta mądrość kończyła się na myślach, a nie na czynach? Brzydko ubrana, uczesana, w obleśnym wieśniackim szlafroku, nie wygląda jak nasza dobra, znana Jennifer. Z południowym akcentem, typowym, szablonowym myśleniem jest dosłownie podobna do nikogo. Jedna mina - zamyślona, skrzywdzona, wręcz pobita - towarzyszyła jej przez cały film. Najpierw robi nam się jej szkoda, a potem widzimy, że jest sama sobie winna. Tego co działo się przed Holdenem i tego, co dzieje się już później. 

Jennifer po tym filmie przeszła niezłą metamorfozę. Jej następne kreacje nie wymagały od niej takiego zaangażowania i wysiłku w zagranie postaci. Wywinęła się z trudnych komedio-dramatów i melodramatów, porzucając na dobre role takie jak ta. Ale wiem teraz, że potrafi je grać. Więc dlaczego tak poddała się w walce o Oskara niczym główna bohaterka w walce o swoje szczęście?

Natomiast Holden to przykład zagubionego post-nastolatka. Chłopaka, który już dawno został przytłoczony przez swoje przemyślenia i werteryczną osobowość. Może był pogrążony w depresji, może brał kiedyś za dużo leków. Jego rzeczywistość to byli rodzice siedzący przed telewizorem na kanapie i nie zwracający na niego uwagi i porzucone marzenia ze względu na brak wiary we własne możliwości. Holden pracował w sklepie i zakochał się w Justine bez opamiętania. Chciał ją mieć tu i teraz, chciał się nią dzielić byle ją mieć, chciał tylko ją. Jednak między nim a Jennifer nie ma żadnej chemii. Patrzą na siebie jak na puste lalki, które właśnie mają odegrać scenę. Ich romans wcale nie porusza, a wręcz momentami jest to żałosne, bo ta miłość jest sztuczna i nie ma prawa przetrwać. Jake Gyllenhaal - jak zwykle zresztą - poświęcił wiele, by zagrać taką rolę. Pokazał branży, że mimo młodego wieku ma wielki talent, który potem na przestrzeni lat rozwijał.  Wcielał się w różne role - żołnierza piechoty morskiej, gej-kowboja, zakochanego kundla. I w każdej z nich był najlepszy, poruszający i autentyczny. Grając Holden mógł dać z siebie więcej, ale chyba nie powinien. 

"Życiowe rozterki" to film, który możesz obejrzeć w niedzielne popołudnie z szarlotką i herbatką. Bo zapomnisz o nim właśnie w momencie, kiedy zjesz daną szarlotkę. Tak jak o tych wszystkich dziewczynach, które zdają Ci się być podobne do nikogo i o tych chłopakach, którzy mają stylówkę i głos jak każdy. Nie ma w tym filmie nic poruszającego, oprócz dowodu na istnieniu talentu aktorskiego Jennifer Aniston. Uwierzylibyście? Niedowiarków zapraszam do oglądania, a tym, którzy wierzyli polecam inne z nią filmy, jak i z Jake'iem, będziecie bardziej zadowoleni.

Źródło: critikat.com

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze