Szatańskie przygody Sabriny

By 10/29/2018



Halloween to moje ulubione nie-święto, od lat. Pamiętam jeszcze jak nie było takiej tradycji imprezowania w ten dzień i ludzie, nie tłoczyli się tak w klubach. Jednak parę lat temu nawet my, najwięksi katolicy na świecie, ulegliśmy tradycji świętowania Halloween. Teraz widzę na ulicach przebranych od stóp do głów ludzi, latających jako jednorożce czy wampiry. Sklepy od Halloweenowych dekoracji wręcz pękają, a propozycji filmów i seriali nie ma końca. Netflix w tym roku zaserwował nam nową wersję historii Sabriny Spellaman, w mieście, w którym Halloween jest codziennie.

Wszyscy ją dobrze znamy i pamiętamy. A przynajmniej ja, bo to był jeden z moich ulubionych seriali, gdy byłam młoda i piękna. Sabrina, 16 letnia dziewczyna w dniu swoich urodzin dowiaduje się, że jest czarownicą. A jej kot umie mówić, a jej ciotki przez lata ją okłamywały. Serial był komedią, sitcomem i każdy odcinek zamiast dużo strachu dostarczał nam jedynie dużo rozrywki. Teksty Salema do dzisiaj cytują memy i różne screeny z seriali. Ja zaśmiewałam się z nich do rozpuku. Dlatego było mi niezmiernie miło słyszeć, że Netflix podjął się odświeżenia tego kotleta. I to w fajnym, przerażającym klimacie.

W "Chilling Adventures of Sabrina" Sabrina Spellman dobrze wie, że jest czarownicą. Wychowywana przez dwie ciotki, stare panny przygotowuje się do przejścia na złą stronę mocy. W końcu musi wybrać, czy chce na zawsze zostać mieszanką śmiertelniczki i czarownicy, czy dołączyć do Kościoła i służyć Mrocznemu Panu? Jednak jej silne więzy ze światem ludzkim powstrzymują ją przed tą decyzją na początku, a potem sprawa zaczyna się komplikować. Ktoś bardzo chce, żeby Sabrina jednak podpisała Księgę Bestii, odkryła swoją ciemną stronę i poddała się jej. 

Serial nie ma prawie żadnego związku ze swoim starszym bratem. Obraz utrzymany jest w mrocznej stylistyce. Nawiązuje do wielu horrorów - tych z zombie, "Egzorcysty" czy "Dziecka Rosemary". Ale nie jest bardzo straszny. Ja oglądając go sama, w ciemny pokoju nie bałam się ani przez chwilę. A ostatnio na horrorach umieram ze strachu. Jest to na pewno serial dla młodszych widzów, więc ilość strachu jest tutaj świetnie wyważona. Ten "strach" bardziej trzyma w napięciu, niż w ogóle jest na jakikolwiek sposób straszny. Jestem najbardziej zafascynowana kostiumami i scenografią, która twórcom wyszła fenomenalnie. Na każdym etapie i w każdym odcinku jesteśmy świadkiem powstawania świata, który jest tak dobry jak Harry Potter i tak samo fascynuje. W końcu dodano do niego postać, którą kochały miliony i dano jej świat, który jest w końcu jej wart. Zastosowano pełno ciekawych, ale niezbyt zaawansowanych efektów specjalnych - co jest na plus. Strasznie nie lubię seriali, w których wiadomo, że mamy czary, ale jest ich tak dużo, że praktycznie są one wykorzystywane non stop by zaciekawić widza. Tutaj były w sumie od święta. Sabrina nie przenosiła krzeseł i nie otwierała słoików swoją nadprzyrodzoną mocą, jedynie wskrzeszała zmarłych. 

Fabuła jest dosyć zakręcona. Zastosowano formę sinusoidy, w której mamy bardzo dużo wątków. Otóż, kończąc jeden happy endem, twórcy rozpoczynają drugi, zupełnie inny, po czym w odcinku finałowych pokazują skutki ich wszystkich. Mamy wiele wątków pobocznych, jednak wszystkie są bardzo dobrze wyjaśniane i praktycznie, powiedziałabym, wychodzą na przeciw do tego najmłodszego widza. Każdy pokręcony element świata Sabriny zostaje wręcz definicyjnie nam wytłumaczony. Jeden odcinek trwa ponad godzinę, więc jest wiele momentów, w których ziewasz. Ale nie dlatego, że jesteś znudzony, tylko że trwa to może o ciutkę za długo. Ciutkę. 

Kiernan Shipka jako Sabrina Spellman jest o wiele lepsza od swojej poprzedniczki. Obie miały inne zadania, ale Kiernan wykonała swoje na dużą 5 z plusem. Czasami miałam wrażenie, że jest trochę młodsza od swojej postaci, jednak granie wychodziło jej świetne. Potrafiła się wkurzyć, zapłakać i pokazać, że jest jej kogoś szkoda. Reszta młodej i starszej obsady, mimo, że mało znana, poradziła sobie równie dobrze. Oddano niesamowity klimat czarodziejskiego świata Sabriny Spellaman w stu, a nawet dwustu procentach. Widać to nie tylko w scenografii, ale także w dialogach. Na miłość Szatan! Dopracowano najmniejsze szczegóły, dzięki czemu - nawet jeśli wiemy, że jesteśmy w serialu w 2018 roku - mamy wrażenie, że wszyscy tam są nie z tej epoki. 

Stworzono w końcu świat, w którym można się zakochać - i to nie tylko dla najmłodszych, ale też dla tych starszych. Jak na adaptacje starego komiksu i odnowę serialu, o którym już dawno wszyscy zapomnieli, jestem zachwycona. Jest to zrobione na takim samym poziomie jak Seria Niefortunnych Zdarzeń czy Riverdale. I chociaż, Netflix - nie umiesz robić Marvelowskich seriali, więc proszę rób te, w których jest mrocznie. To wychodzi Ci bezbłędnie.

A tak przy okazji: Wszystkiego Strasznego!

Ocena: WARTO, na Halloween! 
Źródło zdjęcia: sopitas.com

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze