Gangsterska bajka dla dzieci

By 1/21/2019



Nikt z Was nie wątpi w to, że "Szybcy i Wściekli" to jest dobry film. Mam nadzieję. Przynajmniej do jakiejś 3 części i to jeszcze z nie żyjącym Paulem Walkerem. Potem jest już nieciekawie. Bo ile można zarabiać na tym samym schemacie? A Polacy stwierdzili ostatnio, że też by chcieli na tym zarobić i promowali swój najnowszy film „Diablo. Wyścig o wszystko” jako polską wersje popularnej serii. Szybko nie jest, wściekłe może czasami, więc prawie im wyszło.

„Diablo” to jest tego typu film, w którym sposób komunikacji, plakaty, trailer nie maja za dużo wspólnego z tym, co możemy zobaczyć w kinie. Historia Kuby granego przez Tomka Włosoka - wschodzącą gwiazdę polskiej kinematografii - jest bardzo prosta. Młody chłopak umie jeździć samochodem. Ma chorą siostrę, dla której zbiera pieniądze na operacje. Więc stwierdza ze świetnym pomysłem jest dołączenie do nielegalnych wyścigów, w których może więcej zarobić niż jako dostawca kebaba. Brawo on. Na pierwszym z nich okazuje się, że Kuba umie bardzo dobrze jeździć, więc zauważa to gang kierowców. Przyjmują go do ekipy.  Oczywiście, nie wszystkim się to podoba. A na pewno nie wyścigowemu bossowi.

Film sam w sobie nie jest jakimś typowym gniotem. Fabuła jest bardzo schematyczna, dlatego szkoda się jej tak bardzo czepiać. Może zapomniano o tym, żeby wyjaśnić widzom na czym polegają te wyścigi w drugiej części filmu (tej bardziej niebezpiecznej), jak i o rozwinięciu postaci, ale będę to traktowała trochę po macoszemu. A dlatego, że film został zrobiony dla kategorii 13+, co sprawia, że twórcy podcięli sobie skrzydła. I to przy samej skórze. Stworzyli nowy gatunek w polskim kinie - gangsterską bajkę dla dzieci. Niczym prawie Hot Wells, które oglądał mój brat w dzieciństwie. Dlatego też każda grubsza akcja w fabule jak - morderstwo, przemyt narkotyków, nielegalne palenie trawki i picie alkoholu - jest zrobiona dwuznacznie. Krew się leje tylko trochę, narkotyków nie widać, nikt się jawnie nie zabija. Jedynie 13 latki wiedzą co to papierosy. Bo w tym filmie pali się ich bardzo dużo. A Roznerski to jest w tym mistrzem, bo nawet do samochodu wsiada ze szlugiem w gębie. Seksu w nim oczywiście też nie ma, ale raz partnerce Włosoka pozwolili nie założyć stanika. Wszystko jest takie zrobione do połowy, powiedziane do połowy. Na tyle, że czasami w połowie ucinają scenę, a potem przerywają Pazurze w 3/4 słowa. Tak też technicznie - ten film leży i kwiczy. Po pierwsze ten montaż, w którym ucinają te słowa, przechodzą z kadru do kadru bez większego przejścia i robią chamskie zakończenia ścieżki dźwiękowej. Po drugie - efekty specjalnie. Widać, ze produkcja była zrobiona dosyć budżetowo. Wykorzystano duży udział kaskaderów, którzy prowadzili samochody, a aktorom pozostawiono możliwość pojawiania się na green screenie i grania w Need For Speed, niestety. Widać to na filmie gołym okiem. By to wykonać, użyto kadru zbliżonego na oczy kierowcy, aby w tle było jak najmniej widać potencjalnego samochodu. Podczas niby pełnego emocji wyścigu przez 10-15 minut mamy przebitki - oczy, tor, oczy, głowa, tor. Emocje niczym na grzybobraniu. Akcje przeciągnęli jak mogli na te 1 godzinę 40 minut, by każdy 13 latek zrozumiał o co chodzi. 

Chyba największym zaskoczeniem w tym filmie jest pełna nienawiści rola Roznerskiego. Chłopak w końcu dostał postać, nad która musiał się chwilę pochylić. Zachrypnąć głos, nauczyć się palić i chodzić jak prawdziwy gangster. Mogłabym teraz jego zapytać - co on wie o zabijaniu - bo na pewno trochę się podczas kręcenia tego filmu nauczył. Nie do końca pewnie Was przekona ta postać, ale mi się nawet podobał w takim klimacie. Przystojny bad boy z prawdziwego zdarzenia, a nie blond dupek z kwiatami. O Tomku Włosoku nie trzeba dużo mówić. Koleś dobrze wie co robi i wróżę mu świetlaną przyszłość. Najbardziej chyba zabolała mnie rola Karoliny Szymczak - niby też dobrej, młodej aktorki. Drętwa, nijaka, bezsensowna. W sumie nie wiemy kim ta dziewczyna jest, oprócz tego, że zachowuje się jak 15-latka na motorze, która chce zrobić ojcu na złość. Nic więcej. I jako wisienka na torcie: Czarek Pazura. Już trochę podstarzały, ale nadal dobry aktor wyglądał w tym filmie na zagubionego. Jak miało być śmiesznie, to nie było śmiesznie, a jak miało być strasznie, to było śmiesznie. A pamiętam, że u Vegi w ostatnich "Psach" świetnie zagrał pełnego mordu w oczach gangstera, co kopie groby swoim wrogom. Dlatego spodziewałam się, że wejdzie w tę role naturalnie, w końcu nie robił tego pierwszy raz. 

Pewnie gdyby nie kategoria wiekowa, film miałby szansę na  zaistnienie. Natomiast już w promocji postawiono na teksty niczym z memów, skierowane tylko do młodszego widza. Dla mnie nawet miał potencjał, który ktoś pięknie puścił z dymem. Wiadomo jakim. Bo nie powiem - fury były w nim piękne, a dźwięk silnika podkręcony na maksa. To im zdecydowanie wyszło. Moich faworytem, jak na prawdziwą blacharę przystało - był Ford Mustang. I to w sumie na niego warto pójść do kina. 

OCENA: jak macie Mustanga, zostańcie w domu
Źródło zdjęcia: filmweb.pl

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze