Królowa poprawności politycznej

By 2/11/2019



Historie Stuartów bardzo przypadły do gustu reżyserom w poprzednim roku. Stały się motywem przewodnim najnowszych filmów kostiumowych. Okazały się gorzkie, smutne, ale i pełne niuansów, które warto było pokazać na dużym ekranie. Greckie bożyszce kinematografii - Yorgos Lanthimos - postanowił nakręcić historię ostatnich lat panowania Anny Stuart i nazwał film "Faworyta". Bardzo dobrze przyjęte dzieło na festiwalu w Wenecji w końcu doczekało się polskiej dystrybucji, a ja nie mogłam sobie poskąpić nie zobaczenia walki Emmy Stone z Rachel Weisz, bo zapowiadała się smakowicie. 

Yorgos to jeden z moich znienawidzonych reżyserów. W swoich filmach uwielbia nas karmić wszędobylnym absurdem, który wylewa się z każdej sceny. Skąpi aktorom emocji, przez co film jest psychodelicznym tworem bez większego znaczenia. Takim przykładem jest "Lobster". Nafaszerowany przysłowiową sztuką. W ciągu pierwszy (i dla mnie ostatnich) 30 minut odarłam się z jakichkolwiek emocji, błagając by ktoś ten film zniszczył na zawsze. Szczerze powiedziawszy, nie wiem jak to możliwe, że w niektórych kręgach nazywany jest dziełem sztuki. Jednak nie mogłam sobie odmówić zobaczenia jego kostiumowego tworu - "Faworyty" - która, dziwnym trafem dostała nominację do tegorocznego Oskara w kategorii najlepszego filmu oraz dla najlepszego reżyseria. Czy Yorgos w końcu zrozumiał swoje błędy i zrobił w końcu coś, co ma sens? 

"Faworyta" opowiada o ostatnich latach panowania Anny Stuart, Królowej Anglii, córki Jakuba II (w tej roli Olivia Coleman). Schorowana Królowa nie pałała miłością rządzenia, więc w jej imieniu robiła to jej wieloletnia faworyta - lady Sarah Marlborough (Rachel Weisz). Całkiem dobrze jej szło namawianie monarchini do rożnego rodzaju przekrętów przygotowywanych wraz z Premierem i resztą partii rządzącej. Nieświadoma czynów Sary Królowa zgadzała się na wszystkie jej sugestie i... pogrążała się w swojej osobistej agonii. Nagle na dwór przybywa dalsza kuzynka Sary - Abigail (Emma Stone). Młoda dama zaczyna swoją przygodę w zamku na kuchni, po czym zostaje służąca lady Marlborough. Jej celem jest dostać się jak najwyżej, by odzyskać wszystkie kiedyś posiadane przez jej rodzinę przywileje. Za wszelką cenę stać się znowu "lady", nawet będąc służącą. Do tego potrzebne są względy Królowej, która nieczuła na zło, intrygę, sarkazm czy ironię - da się zbałamucić młodym rękom bez zastanowienia. Film jest walką pomiędzy kobietami o względy Królowej Wielkiej Brytanii. A momentami, bywa iście soczyście.

Yorgos oparł historię o postacie trzech kobiet i to one są ciągle w centrum uwagi. Nie ma tam miejsca na pokazywanie szerszej politycznej perspektywy czy nawet lekką lekcje historii. Jednak postanowił trzymać się niektórych faktów, za co bardzo dziękuje - doceniam. Kobiety natomiast są tutaj najważniejsze. Anna - Królowa Anglii - jest schorowaną, dotkniętą depresją postarzałą kobieta. Rozpieszczoną i zniszczoną przez monarchie na tyle, że nie boi się na wszystkich krzyczeć i żądać pomocy na każdym kroku. Wszyscy ją opuścili. Fakt, wszyscy jej bliscy umarli. Jedynie jej przyjaciółka Sarah, zawsze jest u jej boku. A także i na niej czy pod nią. Dlatego to Sarze oddaje większość swoich królewskich obowiązków, na rzecz patrzenia się w okno. Albo dramatycznego rzucania się z okna, jak kto woli. Na naszych oczach staje się pionkiem w rękach dziewczyn, które mają tylko jedną kartę przetargową - swój język. I to nie w sensie lirycznym, ale fizycznym. Ta "walka" w oczach Królowej jest o jej względach, a w oczach dziewczyn o "władzę". Nie ma tze to z miłością nic wspólnego. Yorgos nie mógł sobie darować pokazania soczystych szczegółów tej relacji, jednak i tak nie wyszło aż tak obleśnie, jak mogło. Zachwyca przede wszystkich bardzo dobrze napisany scenariusz - w którym znalazło się miejsce na kąśliwe ironiczne uwagi, dialogi pełne sarkazmu i sytuacje żarty. W końcu na twarzach aktorów zagościły jakieś emocje, mimo, że walka sama w sobie nie miała z nimi nic wspólnego. Rachel i Emma stały się bombowym duetem - dosłownie i w przenośni - świetnie grając pełne zachłanności, nieustępliwe i dążące do celu damy dworu.  Ich kamienne twarzy, przepychanki słowne i nie tylko stały się główną osią serialu, której nie można się oprzeć.

Niestety jak to  u Yorgosa bywa, nie mogło zabraknąć czegoś, co sprawia, że o Oskarze może on tylko pomarzyć. Cudny scenariusz został opakowany w przedziwną oprawę. Montaż niekiedy był zbyt artystyczny. Pokazywanie jednej postaci w rozmowie z drugą jest klasycznym zabiegiem, które ma wpłynąć na naszą wyobraźnie, a teraz zdecydowanie nużyło. Do tego dołożono muzykę wprost z horroru - bardzo charakterystyczną dla jego filmów. W momencie scen, które miały być nasycone wieloma emocjami wjeżdżały bardzo wysokie nuty grane na skrzypcach. Niczym w starym "Lśnieniu". Spodziewaliśmy się wejścia kolesia z nożem, w masce, masakrującego cały dwór, a jedynie spotkaliśmy biedną Rachel Weisz ze świecą, płaczącą w kącie. Nic zdrożnego i niesamowitego. 

Dodatkowo film jest niezwykle tendencyjny. Wpisał się idealnie w trend ukazywania wątków o związków homoseksualnych. Już nawet w telewizyjnych tasiemcach nie ma tak, że łączymy się w schemacie: mężczyzna i kobieta. Teraz mieszamy się w każdy możliwy sposób. Nie ma w tym nic złego, taka jest natura człowieka. Wyborów łóżkowych nie powinno się oceniać. Tak samo jak nie zrobię tego Królowej Annie. Mając taką władze, ludzie robili o wiele gorsze rzeczy. Jaka była prawda, nie wiadomo. Nie ma dowodów na to, że naprawdę Sarah i Królową Anne łączyło coś więcej niż przyjaźń i praca, jednak Yorgos opakował to sobie w swoje, poprawne politycznie pazłotko. Dlatego też dostał się tym na listę nominacji do Oskara i do kieszeni wszystkich miłośników wątków z LGBT na czele. Film był też niesamowicie ciężki w odbiorze, męczący, ale nie usypiający. Zachwycał, ale także obrzydzał, oceniał i nie pozostawił po sobie nic więcej.

Ocena: warto pójść uzbrojony w dużą dozę tolerancji
Źródło zdjęcia: rollingstone.com

Mogą Ci się spodobać

0 komentarze